„Potrzebujemy VPN-a, żeby ludzie pracowali zdalnie" - to zdanie słyszymy często, a potem patrzymy, jak firma miesiącami walczy z konfiguracją, certyfikatami i telefonami „VPN mi nie działa". Tymczasem dla sporej części zastosowań zdalny dostęp przez TeamViewer jest prostszy, a paradoksalnie bezpieczniejszy niż klasyczny VPN. Wyjaśniamy, kiedy i dlaczego.
Zasadnicza różnica: sieć vs urządzenie
VPN wpuszcza użytkownika do sieci - a wraz z nim wszystko, co siedzi na jego domowym komputerze. Zainfekowany laptop z aktywnym tunelem to ekspresowa droga ransomware do firmowych serwerów. TeamViewer daje dostęp do konkretnego urządzenia: ekran, klawiatura, ewentualnie transfer plików - bez trasy sieciowej do pozostałych zasobów. Powierzchnia ataku jest nieporównywalnie mniejsza.
Gdzie TeamViewer wygrywa z VPN
- Praca zdalna na komputerze biurowym - pracownik łączy się do własnej stacji w firmie i pracuje jak przy biurku; dane nie opuszczają biura,
- dostęp serwisantów zewnętrznych - punktowo, z audytem i ograniczeniem czasowym (bez konta VPN „na wszelki wypadek"),
- szybkie wdrożenie - zero konfiguracji routerów, przekierowań portów i certyfikatów; działa zza każdego NAT-a,
- pełny dziennik - każda sesja rejestrowana, opcjonalnie nagrywana; VPN loguje co najwyżej fakt połączenia.
Gdzie VPN nadal ma sens
Uczciwie: gdy aplikacja musi działać lokalnie na laptopie z dostępem do zasobów sieciowych (grube klienty ERP, montaż wideo z NAS-a), tunel pozostaje właściwym narzędziem - wtedy wdrażamy VPN na firewallu z MFA. W praktyce większość firm kończy z modelem hybrydowym: TeamViewer do wsparcia i pracy na stacjach, VPN dla wąskiej grupy zastosowań sieciowych.
Jak to bezpiecznie poskładać?
Klucz to konfiguracja: MFA, białe listy, polityki i konta firmowe - checklistę znajdziesz w artykule o bezpiecznej konfiguracji TeamViewer. A jeśli chcesz, żeby przeanalizował to ktoś, kto robi to codziennie - umów rozmowę z partnerem TeamViewer w Polsce.